Hellmanns zdobywa szczyty!

Link 10.01.2012 :: 22:22 Komentuj (11)

W niedzielę była Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. W tym roku też poszłam pod Pałac Kultury zobaczyć światełko do nieba. Na początku było normalnie - Pałac, fajerwerki latały, wszyscy patrzyli w niebo. Ale potem - jakby się niebo waliło na ziemię. Albo ziemia na niebo. Byłam jakiś czas temu w kinie na Melancholii. Od tamtej pory często o tym myślę. Tam to wyglądało inaczej, tu - trochę jak mieszanka strzałów z karabinu maszynowego z racami kibiców. A potem nie było już widać Pałacu Kultury. Całkowicie zniknął za zasłoną dymu. I tylko z nieba na głowy sypały się diabły - spalone resztki fajerwerków. W 2012 ma być koniec świata. A przynajmniej takiego, jaki znaliśmy do tej pory. Może właśnie nastąpił?








A wczoraj osiągnęłam sukces! Jak co tydzień, poszłam na w-f na ściankę wspinaczkową. I jak co tydzień, mój lęk wysokości dawał się we znaki. Przy wejściu na najłatwiejszą z tras nagle ogarną mnie strach. I koniec, nie mogłam się ruszyć ani w górę, ani w dół. Zjechałam na dół, odpoczęłam. Poszłam się wspinać na dużo trudniejsze wejście z okapem. Na trudniejszych się nie boję, bo całą uwagę skupiam na tym, żeby się jakoś wdrapać i nie mam czasu na myślenie o strachu. Tutaj zazwyczaj dochodziłam do okapu, co było na tyle męczące, że na tej wysokości zazwyczaj już odpadałam od ściany. Rozmawiałam z dziewczyną, która co tydzień próbuje przejść okap. Zawzięła się. Powiedziałam jej, że ja właściwie nie mam aż takich ambicji. Gdy przyszła moja kolejka do wspinania, powiedziałam na żarty "dobra, teraz wejdę!". I weszłam!!! Nie wiem, jak to się stało, ale udało mi się przejść okap! Kosztowało mnie to strasznie dużo energii. Do tego stopnia było to męczące, że gdy stanęłam za okapem na nogach w miarę pewnie, cała zaczęłam się trząść. Drgawki nóg i rąk jakich chyba nigdy nie miałam. Musiałam odpocząć parę minut stojąc na ściance, żeby być w ogóle w stanie ruszyć się dalej. A skoro przeszłam już najtrudniejszy moment, głupio byłoby sobie odpuścić zdobycie samego szczytu. Zebrałam resztki sił i dotarłam. Powoli, ale jednak. I nadal trudno mi uwierzyć, że się udało! A teraz ciągle czuję tego skutki, wszystko mnie boli, wszystko mam jakieś nadwyrężone.

Ale przynajmniej wiem, że każdy szczyt jest do zdobycia, a każda trudność do przejścia! Może nawet koniec świata! :D




4!

Link 03.01.2012 :: 22:47 Komentuj (6)

fotoblog gdzie?
Tu!!

Już 4 lata jesteśmy razem! Blog staje się coraz starszym dzieckiem, ale niestety nie coraz większym... Ma jakiś zastój w rozwoju, chyba dlatego że go jakoś nie karmię wystarczająco... :( Na szczęście niektórzy i tak mnie szanują i googlują jako: helmans królowa co mnie bardzo cieszy. Szukają też moich zdjęć - fotografia helena czernek - i bardzo mi z tego powodu jest miło!!
Natomiast nie za bardzo rozumiem, czemu aż 7 razy pytano o hellmanns białe ściany...
To już chyba nie o mnie, ale nie wiem... Bo ja może trochę jestem czarownicą, ale może to jakaś inna osobistość przyleciała po mnie na dach?

A temu panu zazdroszczę nazwiska!! :D
roman bulik


A co do Bulików, to dostałam cudowną koszulkę od Klary z jej azjatyckich wojaży. Bulik prosto z Bangkoku!




Wszystkim Wam życzę w tym i każdym kolejnym roku, żeby wszystko było tak jak chcecie. I żebyśmy jeszcze długo pobyli razem. A tych wszystkich, których w różnych okolicznościach poznałam osobiście, pozdrawiam!! Tych co nie poznałam również! ;)




Pochlipajka z innej strefy

Link 22.12.2011 :: 22:16 Komentuj (3)

No i znowu taka przerwa... Ale teraz będzie lepiej, bo będę mieć więcej czasu - odeszłam z pracy. Łączenie studiów z codzienną pracą okazało jednak zbyt ciężkie. No i postanowiłam zacząć projektować samodzielnie. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Może nic nie wyjdzie. To wtedy poszukam nowej pracy... Ale póki co, chcę spróbować.

A w niedzielę zrobiłam akcję "Daj koc bezdomnemu". Przez kilka tygodni zbierałam koce i ubrania od znajomych (wszystkim bardzo dziękuję!!), by potem udać się na niezwykłą wycieczkę po Warszawie. Razem z trójką przyjaciół wzięliśmy 3 ogromne torby wypchane uzbieranych rzeczami i ruszyliśmy w okolice Dworca Centralnego. Na początku krążyliśmy bezradnie pod Pałacem Kultury. Ci bezdomni, których tak często widuje się w tym rejonie, jakoś zniknęli. Poczułam pewne wątpliwości, czy ta akcja wypali. Głupio tak zebrać tyle koców i kurtek i nie znaleźć na nie chętnych... Przy przejściu podziemnym przyuważyliśmy jednak pana, który wydał nam się takim właśnie potrzebującym. Nie pomyliliśmy się. Z wielką radością wziął od nas czapkę, szalik, kurtkę i koc. I powiedział nam, gdzie znajdziemy więcej osób, którym przydadzą się takie rzeczy. Gdy 15 minut później znowu go spotkaliśmy, był już ubrany w to, co mu daliśmy. Bardzo nas to ucieszyło :) Potem natrafiliśmy na 2 panów, którzy ze zdziwieniem zapytali "ale to za darmo??". Pokazaliśmy im, co mamy i zapytaliśmy, czy coś się przyda. "A pewnie, że się przyda!". To było naprawdę bardzo miłe, bo nie bardzo wiedzieliśmy, czego się spodziewać po tej całej akcji. Braliśmy pod uwagę to, że bezdomni nie będą chcieli nic od nas wziąć, że może spotkają nas niezbyt miłe sytuacje, albo że wcale ich nie znajdzimy. Rzeczywistość jednak okazała się inna. Lepsza :) Zaopatrzyliśmy jeszcze kilka osób w koce i ubrania. Na końcu natrafiliśmy na grupę około 15 osób. Wszyscy bezdomni, choć właściwie większość w całkiem dobrej formie. Do tego stopnia, że wahaliśmy się, czy dać im to co nam jeszcze zostało, bo nie do końca wierzyliśmy w ich bezdomność. Uwierzyliśmy, gdy dziewczyna podniosła do góry rękę - ogromna dziura w kurtce pod pachą. Staliśmy tam z nimi około 10 minut. To było niesamowite, jak bardzo każdy z nich chciał opowiedzieć o sobie. Młody chłopak około trzydziestki skończył studia, resocjalizację. Mężczyzna nieco od niego starszy, już 13 lat mieszka na ulicy. Punk z naszywkami i przypinkami chętnie by spędził w tym roku święta z rodziną, ale jego mama zmarła półtora roku temu. Do siostry mógłby właściwie pojechać, ale nie chce, bo ona będzie mu gadać. I że fajnie, że z nimi rozmawiamy, bo ludzie to się ich boją, nie chcą.

Gdy rozdaliśmy już wszystko, poszliśmy zjeść coś na jarmark świąteczny pod PKiN. Gdy usiedliśmy przy drewnianych stołach na dworze i zabraliśmy się za jedzenie, momentalnie pojawił się koło nas bezdomny. Czy kupimy mu coś do jedzenia. No dobra. Zrzuciliśmy się, ale pan był mocno wybredny. Żurku nie lubi, frytek nie chce, woli kiełbasę. Trzeba było jeszcze się dorzucić. Minęły 2 minuty, przychodzi kolejny bezdomny. Czy kupimy mu coś do jedzenie. Nie kupimy, nie mam już za co, rozdawaliśmy koce, ale już się skończyły. Konop oddaje mu pół swojej porcji. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, żeby może ugotować wielki garnek jakiejś zupy i rozdawać. Może makaron, a może kasza. A może bułki, a może herbata. Nagle ten bezdomny do nas:
"Ja przepraszam, że się wtrącam, ale tak słyszę o czym rozmawiacie. W tych ośrodkach, to dają taką zupę, my ją pochlipajka nazywamy. To jest ryż z wodą i z kostką rosołową. I to nie jest dobre. Lepsze z makaronem. Kupić korpusów, one są tanie, to będzie super zupa!". Ok, brzmi dobrze, tanio. Ale on po chwili dalej "Ale wiecie, gotować to jednak powinien mężczyzna. Bo kobiety to smaku nie mają. No przecież we wszystkich eleganckich restauracjach w hotelach szefem kuchni jest mężczyzna. Kobiety to smaku nie mają. O, już się dziewczyny obrażają...". To było dziwne, śmieszył mnie absurd tej sytuacji... Strasznie wybredni ci bezdomni...
Potem powiedział, że już 20 lat jest bezdomnym, od czasu gdy miał 13 lat. I że fajnie, że z nim gadamy. Bo ludzie to tak różnie. Że co z tego, że śmierdzi i jest brudny, skoro jest takim samym człowiekiem.

Niestety później dowiedziałam się, że trzeba mieć zgodę sanepidu, żeby móc dać zupę bezdomnym... :(

Wróciliśmy do domu. To było jak przeskok z równoległego świata z powrotem do tego "naszego". Teleportacja z innej czasoprzestrzeni. Zawsze myślałam, że cała Polska jest w jednej strefie czasowej, a tam jakoś inaczej czas płynął. W może nie płyną wcale. Oni się nigdzie nie spieszą, oni tak sobie są. I jest ich dużo więcej, niż by się wydawało. Tych koców i kurtek było za mało. Właściwie to każda ilość by się przydała. Za miesiąc chyba powtórzymy zbiórkę. Teraz też wiemy, gdzie mamy iść i czego najbardziej im potrzeba. Jeszcze długo po tym czułam się w pewnym sensie otumaniona. Jet lag po podróży.

Wesołej Chanuki i Bożego Narodzenia! I podróży do różnych równoległych światów, ich jest więcej niż by się wydawało!


O mdleniu

Link 22.11.2011 :: 14:30 Komentuj (8)

No i dopadło mnie. Angina. Taka że ho ho. Gdy w sobotę rano po nocy z gorączką blisko 40 stopni poszłam do łazienki, zakręciło mi się w głowie. Już wiedziałam co się kroi. Chciałam dobiec do łóżka zanim to się stanie, ale nie wyszło... Po 1 kroku świat zawirował, zaryłam czołem w futrynę, pamiętam tylko ten tępy dźwięk. Ocknęłam się siedząc na nóżkach od wieszaka na ręczniki, z głową opartą o futrynę. To dziwne uczucie. Zdarzyło mi się to już drugi raz. Pierwszy był na początku mojego rocznego pobytu w Izraelu. Było podobnie - rano, po dobie leżenia w łóżku z anginą, wstałam zrobić sobie herbatę. Zemdlałam, gdy kroiłam cytrynę. Ocknęłam się leżąc na plecach, z rękami na boki. Cytryna w jednym kącie kuchni, nóż w drugim. I za każdym razem nie wiem, czy to trwało chwilę, czy dłużej. Myślę, że chwilę, ale nie mam jak tego sprawdzić. Nic mi się nie śniło. To jakby wycięto z mojej pamięci ten fragment upadania, a potem wszystko wraca do normy. Nie przeraża mnie tak bardzo samo zemdlenie, ale raczej wizja rozbicia sobie głowy o coś. Ale już opracowałam sobie, co zrobić, jeśli mi się zachce mdleć przy następnej anginie. Siadać!

No a tym czasem leżę sobie w łóżku, nabieram sił, dużo osób mnie odwiedza. Był nawet facet za oknem...




Nie spodziewałam się jego wizyty, ale sobie pomachaliśmy na przywitanie, pouśmiechaliśmy się do siebie, a gdy już zjeżdżał niżej, powiedział mi "dowiedzenia". Bardzo miła wizyta! :)


Taka Polska niepodległa

Link 11.11.2011 :: 23:34 Komentuj (9)

Święto Niepodległości... Zapewne wszyscy wiemy, jak to się mniej więcej w Warszawie skończyło...
Gdy w zeszłym roku szłam na blokadę, była pewna, że trzeba zatrzymać ten marsz, określałam go jako faszystowski i nie przebierałam w słowach. Teraz jestem o rok starsza i już tak bym go nie nazwała. Zastanawiałam się, czy iść na blokadę w tym roku. Poszłam, choć już nie taka zdecydowana. Bo to, bo tamto. Bo może coś za bardzo. Czegoś za dużo, czegoś za mało. Ale poszłam. No i była sieczka. To co zobaczyłam, przekonało mnie całkowicie o sensie mojej obecności. Choć uważam, że wszystko powinno być inaczej, że miasto powinno zorganizować swoje oficjalne obchody, gdzie każdy może przyjść z dziećmi, gdzie będą przemówienia i koncerty, gdzie nie będzie krzyczenia o tym, że geje, że Żydzi, że Polska dla Polaków, że Antifa.

Na początku Plac Konstytucji wyglądał tak:




Nad Marszem i Blokadą ciągle grążył taki statek kosmiczny. Filmował przebieg tych akcji. Wspaniały, zachwycił mnie!!




Blokada przebiegła pokojowo, z tego co wiem bez większych problemów i w kolorowej atmosferze. Była pani, która tańczyła przed szpalerem policjantów.








Dużo gorzej wyglądało to po drugiej stronie barykady. Poszliśmy tam z Pawłem, żeby zobaczyć, to była egzotyka. W zeszłym roku Marsz przebiegł w miarę spokojnie. To było jednym z powodów moich wątpliwości co do tegorocznej blokady. Spodziewałam się, że i tym razem tak będzie. A nie było...
Gdy tylko tam poszliśmy, zaczęła się totalna zadyma. Ale nie dlatego, że tam przyszliśmy, proszę nie myśleć, że my ją rozpętaliśmy!




Staliśmy na rzeźbionej podstawie jednej z kolumn, aby z góry lepiej widzieć. No to sobie popatrzyliśmy...






W ruch poszły kamienie, cegły, płyty chodnikowe, butelki, race, z drugiej strony zaś armatki wodne i gaz łzawiący. Było gorąco...




Zrobiło się całkiem przerażająco, gdy policja posuwała się do przodu, przepychając tłum i oblewając wodą z armatek. Oni się przesuwali, my na tej kolumnie tkwiliśmy w miejscu. Ci najgorsi z bandziorów byli coraz bliżej, policja z wodą i gazem też. W pewnym momencie zaczęłam panikować, że mi aparat zaleją. Schowałam go do torby, ale nie było to łatwe, bo ręce to mi się porządnie trzęsły. Szczerze przyznaję, na prawdę się bałam. Nie bałam się tak, gdy w zeszłym roku chodziłam już pod pomnikiem Dmowskiego między takimi panami. Schodzić z kolumny też było strach, bo a nóż się cegłą oberwie (i znowu aparatu szkoda by było...). Na szczęście zanim armatka i te sprawy, to policja nam powiedziała, żebyśmy zeszli. Posłusznie zeszliśmy i poszliśmy na bok, bo to już nie były żarty. Odeszliśmy w bezpieczniejsze miejsce, tam, skąd już chuligani zostali usunięci. Tak tam wyglądało:








Oprócz tego, że to chuligaństwo, to nie wiem, co to za obchodzenie Święta Niepodległości. Wydaje mi się, że to święto, kiedy się cieszymy, że mamy wolność, a nie rozwalamy własne miasto... Chore... Nie wiem, jak takie osoby mogą siebie nazywać patriotami... W dodatku krzycząc hasła "Bóg, honor i ojczyzna". To wszystko razem bardziej wyglądało jak stan wojenny niż Święto Niepodległości. I to mnie utwierdziło w słuszności przyjścia na blokadę.
Nie poszłam dalej, Paweł poszedł, widział jak podpalają samochody i wbijają statyw w szybę samochodu telewizji. Wiem, że kilku reporterów dostało w mordę. To takie słabe...




MOJE PROJEKTY / MY PROJECTS(37)

Odwiedź blogi:

Pan Cygaro;
Cyberkot;
Mimo wszystko pozytywna;
Lulu;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Austeria;
Luk sfera - ilustracje;
Lapsus Lazuli;
36 wróć! - blog kulinarny;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Shay Gabso;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Praxa patrzy i widzi;
Fajne czcionki Klary;
Praxeda projektuje!;
Porandkuj w Warszawie;
Koronki w mieście;
PG13;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;


Archiwum


2012

styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

Księga gości

helena.czernek @gmail.com



statystyka

Poprzednie

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl